
TMZ w Przedszkolu im. Wandy Cebrykow
2026-01-29
Prosimy o 1,5% podatku
2026-02-18Jak co roku reprezentanci Towarzystwa Miłośników Zwierzyńca upamiętnili jedną ze smutnych rocznic, przypominających o tragicznych ofiarach terroru niemieckiego na Zamojszczyźnie w okresie II wojny światowej.
Zagadkowo brzmiąca nazwa „Ulica 2 lutego” może wydawać się dziwna dla turystów odwiedzających Zwierzyniec, ale nie dla jego mieszkańców. Wciąż pamiętamy przekazy naszych przodków mówiące o tym, co wydarzyło się 2 lutego 1944 roku.
Mimo siarczystego mrozu (w nocy mieliśmy w Zwierzyńcu ponad minus 20 stopni, a w samo południe mróz zelżał do minus piętnastu) na miejscu upamiętniającym publiczną egzekucję z 1944 r. pojawiły się liczne delegacje reprezentujące władze samorządowe, instytucje, miejsca pracy i nauki. Wśród nich byliśmy i my, w dość licznym składzie, składając wiązankę upamiętniającą ten straszny dla Zwierzyńca i Zamojszczyzny dzień.


Fot. Urząd Miejski w Zwierzyńcu
Burmistrz Zwierzyńca, Edyta Wolanin, odczytała jeden z opisów tego dnia autorstwa Ignacego Kurzępy (z publikacji wydanej przez Towarzystwo Miłośników Zwierzyńca w 1997 roku pt. Wspomnienia. Lata wojny i okupacji):
Podczas jednej warty przyjechało gestapo z Biłgoraja i zrobiło obławę na członków AK: Romana Paczosa i Bronisława Gronę. Pomimo gęstej strzelaniny Paczos zdołał zbiec, a Grona ciężko ranny dostał się w ręce oprawców. Przewieźli go na posterunek i tam dobili. Okazało się, że tych dwóch AK-owców i wielu innych wydał w ręce gestapo młody zaprzedaniec Artur Ostaszewski, mieszkaniec Zwierzyńca, którego matka miała niemieckie nazwisko „Bolman”. Chociaż w Polsce urodziła się i żyła, ale coś z niemieckich przodków pozostało, kiedy razem z dziećmi podpisała listę niemiecką. Artur jako szofer jeździł z gestapowcami i wydawał wszystkich, których podejrzewał o udział w ruchu oporu.
W kilka dni po tym Ostaszewski został zabity w Biłgoraju.
2 lutego 1944 roku Niemcy spędzili całą ludność Zwierzyńca, z wyjątkiem dzieci na Rynek i tam na oczach przerażonej ludności rozstrzelali 20 zakładników, przywiezionych z Zamościa i z więzionych drutem kolczastym. Przedtem oficer niemiecki odczytał wyrok, że to za zabicie Artura Ostaszewskiego, w którym odezwał się niemiecki duch. W czasie tej egzekucji zgromadzona ludność głośno płakała, niektórzy zasłaniali dłońmi oczy, aby nie patrzeć na to morderstwo, wiele kobiet zemdlało. Zakładnicy mieli usta zapchane chyba cementem, dlatego nie mogli mówić, jeden tylko Korga, mieszkaniec Rudki krzyknął „Niech żyje Polska”. Jakim sposobem uwolnił się od tego cementu czy gipsu, pozostaje tajemnicą, gdyż rękami nie mógł nic uczynić, bo był związany drutem kolczastym. Zakładnicy ci pochodzili z naszej i tereszpolskiej parafii. Zakładnikiem mógł być każdy, aresztowany albo zatrzymany w jakiejś łapance, Bogu duch winny człowiek. Osadzony w więzieniu stawał się zakładnikiem i przy pierwszej okazji mógł być stracony. Ja nie byłem obecny podczas tej egzekucji, ponieważ był pogrzeb i byłem w kościele. Żandarmi, którzy weszli do kościoła kazali wszystkim wyjść i po sprawdzeniu dowodów pozostawili księdza, mnie, kościelnego i członków rodziny zmarłego, a wszystkich innych zabrali ze sobą. Żona moja zabrana została na rynek i od niej oraz innych osób słyszałem to, o czym napisałem.

Pani Burmistrz w przemowie upamiętniającej ofiary 2 lutego 1944 roku odwołała się do homilii arcybiskupa Ryszarda Rysia, mówiących o pokoju jako dobru wspólnym, którego fundamentami są łagodność, pokora i uniżenie. Nawiązała także do obecnych czasów, pełnych obaw o przyszłość, i zacytowała słowa arcybiskupa: „Pokój osiągnięty przez przemoc to jedynie rozejm na chwilę”.
Nikt z nas takiego pokoju nie chce. Dla nas, dbających o pamięć, ważne jest, by pamięć o ofiarach tamtego dnia nie była jedynie wspomnieniem zapisanym w kalendarzu, lecz zobowiązaniem. Spotykając się co roku w tym miejscu, oddajemy hołd tym, którym odebrano życie, a jednocześnie uczymy się wrażliwości na krzywdę i zło rodzące się z nienawiści i pogardy.
Niech pamięć o 2 lutego 1944 roku trwa w naszej zwierzynieckiej wspólnocie, przekazywana kolejnym pokoleniom mieszkańców Zwierzyńca jako lekcja historii, sumienia i człowieczeństwa.




Fot. Wojciech Kras




